Bobo

2 godziny to prawie jak cały dzień

Listopad 3, 2016

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę zachwycona wczesną pobudką to zapewne zaśmiałabym mu się w twarz. Powiem więcej, gdyby ktoś powiedział mi, że moje życie zmieni się tak bardzo po urodzeniu dziecka śmiejąc się powiedziałabym „nie dramatyzuj”.

Codzienna rutyna. Głównie to nas ratuje, jak prawdopodobnie 90% innych rodziców z niemowlętami. Pobudka, śniadanie, zabawa, drugie śniadanie, drzemka, zabawa, obiad, zabawa i podwieczorek, walka o krótką drzemkę, zabawa i kąpiel. Usypianie trwa od 5 do 60 minut. A potem cisza, odpoczynek i regenerowanie sił, bo ten mały człowiek nie zrozumie, że następnego dnia wolelibyśmy rozpocząć życie od godziny 10-11, zamiast o 7.30. Dlatego codziennie jest walka z czasem, pracą, zaległościami. Pilnowanie terminów. Szukanie sensownych rozwiązań zadowalających całą naszą trójkę (plus dwa psy). Pewnie, zawsze moglibyśmy szukać wsparcia w rodzinie. Wielokrotnie słyszałam, jak znajoma (która jest już babcią) angażowana była na weekendy, wyjścia na place zabaw z dziećmi itp. Tylko jakoś nie wyobrażam sobie tego, żeby zarówno moja mama, jak i Jasia, miały robić za nianię. One już odchowały swoje dzieci i teraz angażują się na tyle, na ile same chcą. Bez nacisków, bez emocjonalnych szantażów i bez ciśnienia… Dlatego też to nasze podwójne (i mocno partnerskie) rodzicielstwo jest dość intensywne. Przepełnione synem w każdej chwili. Na szczęście, póki co, bez większych rozterek i smutków.

Ale wracając do początku. Dziś obudziłam się ponad 2h przed synem. Wstałam, wzięłam prysznic, wypiłam kawę. W tym czasie czytałam sobie na wyrywki książkę. Posprzątałam pokój i zabawki dziecka. Usiadłam do komputera z kawą i odetchnęłam. Mam swój czas. TYLKO swój. Bez płaczu, jęczenia, bez krzątających się obok osób. Niczego nie muszę robić. Mogę czytać, słuchać muzyki albo po prostu leżeć i pachnieć! Wszyscy śpią. A ja czerpię garściami z tego, czego po pojawieniu się Naczotka mam zdecydowanie najmniej.

Bycie mamą, to jak przewidywałam, cholernie odpowiedzialne zadanie. Nie możesz być chorą, wyskoczyć ot tak sobie na kawkę z koleżanką, czy poświęcić czas na nową, cudownie się zapowiadającą książkę. Twoim czasem dysponuje ktoś inny i tylko od łaskawości losu i natury zależy czy będziesz wyspana na tyle, aby nie nadepnąć po raz setny leżącego w tym samym miejscu klocka. Bycie mamą to oprócz obowiązków permanentny lęk i przegrzanie zwojów w mózgu. Boisz się o zdrowie, najbliższe dni, o dalszą przyszłość. Boisz się zasadności swoich decyzji (czy szczepić czy nie szczepić/ oddać do żłobka czy nie oddawać/ dawać elektroniczne zabawki czy tylko drewniane etc.) oraz konsekwencji, które mogą determinować życie najważniejszej dla Ciebie osoby – czyli dziecka. To wszystko sprzęga się w głowie z planowaniem domowego budżetu, aktywności i zabaw, pracy, pomysłów na życie, a także luźnymi myślami typu „czy ja uprasowałam wszystkie koszule dla męża? Czy to, co leży w korytarzu to czasem nie jakieś zaległości do prania?” etc. Matki są tak niesamowicie wielozadaniowe. I muszą sobie z tym wszystkim radzić. Nie ma opcji, że powiedzą, że mają dosyć, że już koniec, wypisują się z tej zabawy – jak w pracy, składając wypowiedzenie umowy, haha. Moje plany przed ciążą, a potem w jej trakcie, zweryfikowane zostały do bólu przez zmęczenie i poświęcenie dla tej małej osóbki. I nie mam żalu, bo wiem, co i kto teraz jest dla mnie najważniejsze.

I zdarzają się czasem takie chwile ciszy, kiedy z nostalgią wracają chwile niezależności, szaleństwa i beztroski (tak jak mi dziś) . Człowiek patrzy wstecz, popija kolejny łyk kawy i myśli, że wszystko w życiu ma swój czas – zabawa, nauka, macierzyństwo… dlatego warto poświęcić się i dać z siebie wszystko, aby ta nasza pociecha wyrosła na fajnego człowieka.

A my? Zawsze chyba będziemy tęsknić za tym, co jest po drugiej stronie lustra. Ważne, żeby jednak doceniać to, co mamy pod nosem i potrafić za to być wdzięcznym. Ja dla przykładu każdego dnia wdzięczna jestem za Nich.

 

Autor: Kuroniowa – Aneta Kuroń

zdj. Olympus OMD E-M5 Mark II

Mąż: Jan Kuroń

 

Dodaj komentarz