Bez kategorii, Bobo

DOM to Ty, ja i syn oraz nasza gromada

Maj 24, 2016

DSC_0749

Nieraz słyszałam historie o tym, jak ważny jest dom, swój kąt, miejsce, do którego chce się wracać, które ma swój zapach, ciepło, barwy. Nigdy nie identyfikowałam się z tego typu stwierdzeniami, że tam dom Twój, gdzie serce Twoje czy, że prawdziwy dom tworzą ludzie, a nie ściany.

Do czasu.

Kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się nagle, ze sytuacja rodzinna wymaga od nas podjęcia odważnych decyzji. Takich, które chciał, nie chciał nie są ani komfortowe, ani wesołe. Trzeba się pakować, szukać nowego miejsca na ziemi, w którym będziemy wraz z naszym małym synkiem przez najbliższy rok żyć, pracować i kolekcjonować najpiękniejsze wspomnienia z jego dzieciństwa. Pakowanie nie zajęło nam długo, choć każdą rzecz oglądaliśmy i upewnialiśmy się, czy będzie nam potrzebna w przyszłości. Wyrzuciliśmy wiele śmieci, zachowując jedynie najlepsze wspomnienia.

I wtedy usiadłam na kanapie z dzieckiem na ręku, czując jak łzy spływają mi po policzkach. Dziecko rytmicznie przełykało mleko, którym je karmiłam, a ja nie wiedziałam – czy to on zrobił niefortunnie siku, czy to moje łzy – bo miał całe mokre ubranko. Życie nie zawsze jest sielanką. Czasami prowadzi nas do czegoś innego, bardziej wyjątkowego. Nie zawsze droga ta będzie usłana różami, czasem może wymagać od nas poświęcenia i wielkiej siły. Ja ewidentnie otrzymałam dwa egzaminy z dorosłości na tę chwilę – rozpoczęcie drogi, jako matka i poradzenie sobie z brakiem dachu nad głową.

W trakcie poszukiwań nowego domu spotkaliśmy się z całym kalejdoskopem ludzkich zachowań: począwszy od podpisania umowy najmu i po 2 tygodniach zerwania umowy, bo pani sprzedała jednak dom (2 tygodnie czekaliśmy, aby się tam wprowadzić, ciesząc się jak dzieci, że mamy gdzie pójść), przez praktyki podawania kwoty rozbitej na różne części (najem 2500zł a w treści ogłoszenia + 500 zł zaliczki na coś+ 300 zł zaliczki na coś innego no i płatne dodatkowo kilka rzeczy), warunkami najmu graniczącymi z fruwaniem po domu i egzystencją jak duchy, a finiszując na zmianach kwoty wynajmu – nie raz, nie dwa, ani nawet nie 5 razy – wszystko sprowadzało się do niesmacznych licytacji „kto da więcej, ten tu zamieszka”. Z 3 miesięcznym dzieckiem za każdym razem odwracaliśmy się na pięcie, uważając, że ogłoszenie z konkretną kwotą to nie zaproszenie do składania ofert, bez względu na to, jak ktoś chce to sobie uzasadaniać.

 

DSC_0006 (2)

Dokładnie rok temu podjęliśmy decyzję o tym, że chcemy mieć dziecko. Dokładnie rok temu (z wahaniem kilku dni) powstał nasz Ignacy. W czerwcu 2015 roku 11 razy robiłam testy ciążowe. Wszystko to w miejscu, które właśnie opuszczamy. Patrząc wstecz, czułam się wtedy względnie bezpieczna, spokojna, radosna. Wtedy nie sądziłam, że dając życie dziecku, po niespełna 3 miesiącach jego życia będę szła z tobołkami w miejsce, którego nie znam, z którym będę się oswajać równie bardzo, co mój syn. Że będę się bała już nie tylko o jego zdrowie i życie, ale także o kolejne dni i o to, czy sobie poradzimy. Wiem, że teraz mamy dla kogo, bo Ignacy stanowi nasz atomowy napęd (!), z którym i dla którego musimy być najlepsi. I tylko czasami tak coś dusi człowieka w klatce piersiowej i szuka wtedy oddechu, przełyka łzy i stara się zebrać siłę na kolejne 2 dni… bo przecież „jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”…

I w tym wszystkim, wiem jedno. Na tyle się ludzie znają, na ile się sprawdzili. Mam najlepszego na świecie męża, który jest fantastycznym wsparciem, mam kochające i wierne psy i pięknego synka. To moja opoka i moje fundamenty do domu. A gdzie ten dom będzie? Wszędzie tam, gdzie będziemy wszyscy razem.

DSC_0119

Dodaj komentarz