Kuroniowa

Mega-Ogarniacz!

Grudzień 15, 2016

Wiesz, ja dziś wstałam pełna energii. Wczoraj zasnęłam po 21. Tak!! Wyobrażasz sobie, że ja (wulkan energii) padłam jak dętka i tyle mnie było? Nawet nie pamiętam tego, że szłam z narożnika na piętro do sypialni. Nie pamiętam też, że syn obudził się po 1 i wzięłam go do siebie do łóżka. Podobno zasnął od razu, więc Jasiek zaniósł go do jego łóżeczka. Ja już spałam. I dziś obudziłam się jak NOWO NARODZONA!

Latałam jak fryga i tak ogarniałam to tu, to tam. Wsiadłam w samochód i pojechałam na małe zakupy. Miałam nawet plan zabrać ze sobą Nacza, ale on nadal ma podwyższoną temperaturę i wysypkę. Jutro skoczymy do lekarza, to będzie lepiej.

Wróciłam do domu, pełna energii i szczęścia i spotkałam w drzwiach dwóch panów. Za nimi stały wielkie lampy, a mój syn krzycząc szarpał za kabel od jednej z nich. Zabawki, jak zawsze, leżały wszędzie, jak po wybuchu bomby zabawkowej. W sumie powinnam przywyknąć, bowiem opiekowanie się dzieckiem to bardzo odpowiedzialne i wyczerpujące zajęcie. Ciężko w tym czasie dbać o porządek – i ja to mój najdroższy mężu rozumiem 😉 Wpadłam więc do domu przerażona, spoglądając pytającym wzrokiem na Jaśka, który nie przejawiał żadnych oznak przejęcia gośćmi (bądź co bądź dość specyficznymi). Mój mąż w wymiętej koszuli stał w kuchni, w której  -jak Bóg mi świadkiem – brakowało tylko dziada z babą. Poczułam jak napływa do mnie wielka fala gorąca. Oddech uciekł w zakamarki pięt, a oczy wyszły mi na wierzch. Takim oto wyglądem próbowałam zadać po cichu pytanie „CO TU SIĘ DO CHOLERY DZIEJE?!”. Mąż to chyba zauważył, gdyż przedstawił panów i poinformował mnie, w tym czasie nonszalancko czyszcząc blat wyspy kuchennej, że panowie przyjechali zrobić mu zdjęcie do wywiadu. Zdjęcie OKŁADKOWE.

Czy czułaś/czułeś się kiedyś tak, że jeszcze moment i odlecisz? że jeszcze chwila i usiądziesz na podłodze i zaczniesz śpiewać do siebie kolędy? Albo lepiej The Doors… lub może Nalepę. Ja dziś tak miałam. Słowo. Prawie odleciałam. Liczyłam do dziesięciu, a potem z powrotem. Czułam nadchodzący szczękościsk, który odganiałam myślami o wszystkim, co tylko było przyjemne wokół…

Pierwsza okładka mojego męża. Ja zaraz zwariuję… !!

W przeciągu kilkunastu minut ogarnęłam siebie i pokój z kuchnią. Chwilę później byłam w samochodzie, jadąc po lampki i ozdoby świąteczne (jeszcze tego nie mamy w domu!). W między czasie prasowałam koszulę, która za żadne skarby nie chciała się dać uprasować. A to wszystko z dzieckiem na reku, naturalnie. Poza jazdą samochodem, wtedy dzieckiem zajęli się trzej panowie – ojciec plus dwóch panów z wydawnictwa. Tak. Poczułam się jak główny bohater filmu science fiction – mogłam na raz być w kilku miejscach, a przynajmniej tak mi się wydawało. Pot na czole jednak zdradzał, że po prostu zapieprzam jak dzika.

Wróciłam. Przypięłam ozdoby. Ogarnęłam syna. Usiadłam padnięta ale szczęśliwa.

Zdjęcia się udały – mam taką nadzieję. Straciłam jakieś 10 kilo przez stres, pot na plecach, czole i gdzie tylko… nie zwariowałam.

Dzisiejszy dzień pokazał mi, jak potrzebna jest moja osoba przy ogarnianiu spraw mojego męża. Odpuściłam, bo myślałam, że przecież on jest dorosły i da radę. Odpuściłam, bo miałam już dość ludzi wokół, którzy kradnąc i kopiując smarowali sobie tyłki „pozytywnym nastawieniem”, zapominając o jakiejkolwiek przyzwoitości. Odpuściłam, bo przecież mam Naczotka, swoje sprawy, macierzyństwo na poziomie „nie ogarniam” i nadwagę. (Choć po dzisiejszym dniu zdecydowanie mniejszą, na bank!).

Ale wracam. Mając 10x więcej siły, pozytywnego nastawienia 😉 i determinacji.

I siedzę teraz zadowolona z manicure hybrydowego, który sobie sama zrobiłam. Patrzę na wysprzątany dom, oglądam zdjęcia, które zrobiłam mężowi i dziecku, popijam zakwas buraczany i jestem szczęśliwa.  Jestem matką, żoną i mega-ogarniaczem!

A jak minął Twój dzień? Jesteś „mega-ogarniaczem”? 🙂 To miłe uczucie, prawda? być komuś potrzebnym…

Dodaj komentarz