bobo - ciąża

Nie rób tego przyszłej matce!

Październik 15, 2015

Długo zastanawiałam się nad tym, czy taki wpis powinien powstać na początku mojego pisania na stronie, jednak coraz częstsze zachowania wokół mnie samej, rozwiały wszelkie moje wątpliwości.Jest pewna magia w tym, że w dorosłym człowieku rośnie młode, inne życie. Mówią, że w tym czasie kobieta kwitnie, dojrzewa, że ten czas dodaje jej wytrawności. Cokolwiek by to nie było, każda z nas znosi ciążę inaczej. Każda z nas ma prawo czuć ekscytację lub wręcz przeciwnie. Każda z nas ma prawo także chcieć lub nie, aby inne osoby okazywały swoje zainteresowanie w granicach przyzwoitości.
1. Dotykanie brzucha

Oooo brzuszek!!!! (ciach łapki przed siebie i kładziemy kobiecie w okolicy pępka). Jak to nie lubisz? Wszyscy lubią!! Oj przestań, przecież ja tylko na chwilę, a poza tym ja ci dobrze życzę!!

Proszę. Nie rób tego. Nie wyciągaj rąk w okolice mojego podbrzusza, lub przynajmniej zapytaj czy mi to nie będzie przeszkadzało. Nie każda kobieta odczuwa radość i ekscytację z tego powodu, że ktoś ją dotyka (mam tu na względzie także ten czas „mniej magiczny”, czyli wtedy, gdy w ciąży nie jest). Nie każda też odczuwa przyjemność z głaskania jej po ciele. Proszę, zrozum. To nie są moje ciążowe humory. To nie oznacza, że ciąża mnie zmieniła. Ja po prostu nigdy nie lubiłam opierania się o mnie w komunikacji miejskiej, dotyku obcych ludzi, zbytniej wylewności rodziny. Teraz po prostu mówię o tym otwarcie – bo w takich chwilach naruszasz moją intymną strefę, wyciągasz ręce tam, gdzie noszę swój największy skarb. I  proszę, jeżeli mówię, że nie lubię, gdy ktoś mnie dotyka po brzuchu nie uśmiechaj się głupio z informacją, żebym nie przesadzała, albo, że „przecież to tylko chwilkę”. NIE, to znaczy NIE. Magią podzielę się z Tobą po porodzie, gdy Kuroniątko będzie już po drugiej stronie. Miej jednak na względzie, że może syn odziedziczy po mnie umiarkowany zapał do przytulania przez obce osoby i będzie się darł. No, cóż… 😉

2. Porady. Wskazówki. Sugestie.

Nie kupuj sobie takich ubrań! I jak już będziesz brała witaminy, to TYLKO firmy X. A i pamiętaj, śpij dużo, bo po porodzie to się już nie wyśpisz przez co najmniej rok (albo i 3 lata!). Nie jedz tego, ale jedz co innego. Nie kupuj ubranek za wcześnie – nie zostawiaj wszystkiego na ostatnią chwilę…

Rozumiem, że duma Cię rozpiera, bo masz już swoje dzieci. Rozumiem też, że Twoje doświadczenia w tym temacie czynią Cię przynajmniej namiastką eksperta – i chwała Ci za to. Proszę jednak, jeżeli nie pytam, nie radź, nie strasz, nie opowiadaj historii z piekła rodem. Jestem dorosła. Mam cudownego i mądrego męża. Sama potrafię czytać – choć wiem, że istnieją teorie spiskowe, iż prawnicy zamiast czytać, oglądają obrazki 😉 (żarcik). Nie umniejszam Twojej wiedzy, ale jeżeli będę potrzebowała coś wiedzieć – to bezpośrednio zapytam. Wtedy też odpowiedz proszę na moje pytanie, nie dodawaj wszystkich możliwych scenariuszy i opcji dodatkowych.
* To samo tyczy się wypytywania o intymne sprawy. Nie wypytuj mnie o nic, co związane jest z moim kroczem, chyba, że do chwili aż zaszłam w ciążę byłyśmy przyjaciółkami. To dotyczy głównie spraw około porodowych. Proszę, NIE.

3. Straszenie i …

– Wiesz, pytam o poród, BO… moja znajoma/koleżanka/siostra/matka/babka etc. miała takie straszne przejścia* (* tu można wstawić: komplikacje porodowe, okropnych lekarzy, złe badania, zaniechania, konsekwencje i opisy mocno szczegółowe. Cytując bohaterkę serialu „Przyjaciele” – OH – MY – GOD!) – a w ogóle będziesz rodzić naturalnie? Wiesz, że rodzenie (tu stosowny wybór) jest zdrowsze? albo lepsze, bo dziecko się nie zabije w trakcie porodu?
AAAA!!!

 

Staram się i na intymne pytania odpowiadam z uśmiechem, choć mocno wymijająco. Dochodzimy do momentu, w którym asertywność bierze górę. Cóż, zdarza się. Wtedy też albo potrafisz uszanować fakt, iż przekraczasz właśnie mój próg wytrzymałości albo… zaczynasz historie z piekła rodem. Nie rób tego proszę. Media i Internet są pełne takich historii i jeżeli będę nimi zainteresowana, to skorzystam z przeglądarki. Nie z kontaktu z Tobą.

Inną formą straszenia są pytania lub opowieści oparte na tym, jak ktoś inny przechodził ciążę. Pytania o cerę, o rozstępy, o przyrost wagi, o wymioty/migreny/opuchliznę/ krwawiące dziąsła itd. Opowieści o tym, jak koleżanki zbrzydły, jak syn poprawia urodę, a córka ją zabiera, o przesądach związanych z jedzeniem i inne… Każda ciąża jest inna. Wiem, że wszyscy powtarzają to, jak mantrę. Taka jest jednak prawda i nawet jeżeli gratulujesz mi, że tak świetnie wyglądam, a za chwilę dodajesz „a, bo mojej znajomej to się zepsuły zęby” lub „korzystaj póki możesz, potem będzie już tylko gorzej” – nie nastrajasz mnie optymistycznie i szczerze mówiąc mam ochotę w tej sekundzie zakończyć naszą rozmowę.

4. Ciśnieniowanie

„A kupiliście już ….?”, „A wiecie, że nie powinno się…?” itd.

Chciałabym pochwalić się sama, wtedy kiedy uznam za stosowne. Kupić również wtedy, gdy będę na siłach (fizycznie, tudzież finansowo) i nie spowiadać się nikomu – dlaczego jeszcze nie myślę o mebelkach w pokoiku lub nie wiem nic na temat butelek, smoczków czy sposobów relaksacji noworodka (sic!). Rozumiem, że w Twoim/Waszym przypadku poradziliście sobie w Twoim mniemaniu lepiej i szybciej, jednak ja wtedy nie zglądałam i nie oceniałam, jak Ci idzie. O to samo proszę teraz. Po raz kolejny – jeżeli będę potrzebowała, zwrócę się sama z prośbą o pomoc.

5. Biznes

Wiem, że dzieci to „świetny biznes”. Zauważyłam to, zwłaszcza odkąd jestem w ciąży. Ubrania na te 9 miesięcy (w praktyce na jakieś 4-5 miesięcy) są bardzo drogie, kosmetyki również. Nie wspomnę o prywatnej opiece medycznej, na którą wiele kobiet się decyduje etc. Wiem, że wiele młodych mam chce, aby ich wydatki im się choć po części zwróciły. Otrzymuję propozycje „sprzedam w bardzo dobrym stanie” i nie wiem, jak mam na to reagować… Z jednej strony bardzo to doceniam, z drugiej – czuję się lekko nieswojo. Rozumiem, że przez kilka miesięcy zabawki, mebelki czy ubranka nie niszczą się tak bardzo i są „w stanie idealnym”, jednak nadal są używane. Drogie młode mamy, oferujecie używane rzeczy i starajcie się oferować ceny za nie adekwatnie. To nie są PRAWIE nowe rzeczy. To nie są rzeczy w stanie IDEALNYM. Plus, po raz kolejny, jeżeli będę czegoś szukała, to z pewnością dam znać 😉 To tak na marginesie. I nie jest argumentem – nie chcesz, nie musisz kupować. Tego typu oferty po prostu wzbudzają mieszane uczucia. Warto o tym pamiętać.

6…

Maluniuni BRZUNIO u MAMUNI (mamuśki, mamci etc.). Dzidzia malusia, słodziusia…

I ostatnie. Zaszłam w ciążę i taka kolej rzeczy, że będę miała dziecko. To absolutnie nie oznacza, że należy do mnie zwracać się zdrobnieniami, używać infantylnych określeń i mówić tylko o brzuchu. Pardon „BRZUNIU„. Wiele się nie zmieniło, póki co. Jak do tej pory, skorzystałam z przyjemności z własnym mężem, dostrzegłam jak bardzo lubię kwaśne smaki i obejrzałam sobie kilka sklepów z ubraniami dla przyszłych mam 😉 Budyniu w głowie to nie wygenerowało (jeszcze… i oby tak zostało).

A Wy? Macie jakieś swoje przemyślenia, czego przyszłym mamom nie robić? Nie mówić? Ciekawa jestem Waszych opinii.

 

 

I wybaczcie, że wpis jest mocno negujący 🙂 Może to pogoda, a może właśnie humory ciężarnej mnie dopadły… i co zrobisz? nic nie zrobisz 🙂

579352

matka polka wszystko znosząca

 

Dodaj komentarz