bobo - ciąża, bobo - dla dziecka

W ciąży, tak bardzo.

Luty 16, 2016

9 miesiąc. Ten etap, kiedy już nie mogę się schylać, aby pisać na klawiaturze. Etap mocno frustrujący, zwłaszcza gdy się jest uzależnionym od pracy i nawet z bolącym kręgosłupem i leżącym trybem życia na łóżku ma się centrum zarządzania światem.
Druty i kocyk wciąż są aktualne, tylko próbuję się nimi wyciszać*, W TRAKCIE intensywnego dnia załatwiania wszystkiego, aby zdążyć przed czasem (prawie, jakbym miała zniknąć po tym porodzie… cóż). Jasiek uspokaja mnie średnio co 30 minut. Przynosi koktajle ze szpinakiem, a to z jarmużem, (bo powiedziałam, że zielone koktajle poprawiają mi samopoczucie).

*wyciszanie drutami wbrew pozorom polega na kończeniu kocyka. Choć wyobraźnia płata mi figle i mam czasami ochotę dźgnąć sobie napuchnięte stópki w nadziei, że ujdzie z nich powietrze, jak z opon ludzika Michelin.

I cóż, jestem kolejną, która powie to samo – te 9 miesięcy minęło tak szybko. Najpierw emocje i sprawdzanie testu ciążowego  –> 11 razy. Potem upały i upały… i stres związany z książką… i znowu upały… Zmiana ubrań na większe, bo brzuszek zaczął się zaokrąglać. Ach! Jakże ja wtedy czułam się „W CIĄŻY”  – ten malutki, ledwo widoczny brzuch, jak po fasoli, on był dla mnie wielkości arbuza. Za każdym razem pytałam Jasia „widać już?!” na co mój dzielny mąż skonsternowany odpowiadał dyplomatycznie „bokiem to tak troszkę widać, ale nie dużo. A przodem do widzę twój dekolt bardziej”. (mądrala!). Potem miesiące środkowe – serio 2 trymestr ucieka nie wiadomo kiedy?! – gdy wróciła mi energia. Czułam, że mogę wszystko, tylko zaczynam sapać, gdy to wszystko robię zbyt intensywnie. I teraz, trzeci trymestr… 9 miesiąc… Kiedy czuję się jak balon. Nie mogę dłoni zacisnąć w piąstki, bo są spuchnięte. Codziennie Jaś masuje mi stopy, bo są spuchnięte. A ja sama patrzę na siebie i myślę, że jeżeli ta ciąża miałaby trwać 11 miesięcy, to albo zaczęłabym lewitować pod sufitem (jak takie balony napompowane helem) albo zaczęłabym się toczyć po okolicy, tak dla frajdy, bo cóż innego robić. Prawda.

Budzę się codziennie o 5 rano. Nie mam nastawionego budzika, po prostu, mój zegar biologiczny uznał, że ta właśnie pora jest najwłaściwsza do pobudki. Ciemno za oknami. Ja nawet kawy nie mogę się napić (nie, żebym była śpiąca… tylko zawsze tak miło było wdychać aromat świeżo zmielonej kawy i rozkoszować się tymi 15 minutami. Teraz NIE MA!). Zanim się rozjaśni, zdążę już wziąć prysznic, ogarnąć po raz setny to, co ogarniałam dzień wcześniej i usiąść zasapana. Doszłam do wniosku, że układanie mnie uspokaja. Zostało jeszcze prasowanie, ale do tego się kompletnie nie mogę zebrać w sobie.

Mamy już wózek. Pamiętam, jak na samym początku kiwałam z politowaniem na te rankingi, fora, opinie. Taki wózek ma amortyzatory, a ten się lepiej składa, a tamten ma ładniejszą kolorystykę… I wpadłam, jak śliwka w kompot. Zaczęłam przeglądać i trafiłam na szary, piękny, z pompowanymi kołami. Frustracja kobiety ciężarnej jest nie do zniesienia, nawet dla niej samej, a co dopiero dla kochającego męża. Finał jest taki, że marzenia się spełniają, a wózek (Stokke Trailz) dziś właśnie do nas dotarł! (jeszcze go nie złożyłam, ale cieszę się nad wyraz jawnie na fakt wyjęcia go z pudełek i rozłożenia i potem patrzenia na niego, aż wyskoczy ze mnie Junior! Tak, obrazowo to ujęłam, wybaczcie).

stokke-trailz-stroller-black-melange-29

Stokke Trailz black melange

Mamy też kołyskę. Białą. Spał w niej młodszy brat Jasia i jego najmłodsza siostrzyczka (obydwoje mają teraz coś około 20 lat). Żona brata Jasia pomalowała ją, bo była drewniana. Teraz jest taka bardziej w trendach, poza tym uniwersalna i ładnie komponuje się z pościelą. Tak, pościel również nabyliśmy i ubranka.Z tymi człowiek dostaje jakiegoś amoku, wydaje się, że nic nie kupił, a potem, przed  porodem musi nastawiać tysiąc razy pranie, bo one się samoistnie mnożą w szufladzie.

Mamy też mam nadzieję sen dla Juniora (nie, nie mam zamiaru go niczym szprycować, ani zapuszczać mu kropelek uspokajających). Mamy misia, z takimi wiszącymi łapkami. Jak on mi się podobał przed ciążą, taki smutaśny, dyndający, do wykochania i wyprzytulania. Więc on SZUMI i jest misiem szumiącym (Whisbear). Mamy dedykowanego, z napisem na nóżce. Jakie to fajne, że można personalizować zabawki w obecnych czasach. I otulacz od nich też mamy, czarno-biały, z szarym. Idealny.

DSC_0373i

Miś Whisbear z napisem – na moim 9 miesięcznym brzuchu!

Mamy butelki i smoczki (nie wiem dlaczego tak już teraz, ale to nam się najbardziej z dzieckiem kojarzyło i kupiliśmy to na samym początku), kocyki bawełniane, pakiety pieluszek i chusteczek do podcierania tego i owego u Juniora. Płyny do kąpieli i wiaderko, które podobno ma działać tak, że minimalizuje kolki u malucha. Sama nie wiem, ale wiaderko wydało mi się bardziej przekonujące od wielkich wanienek w szwedzkim sklepie z meblami. Podobały mi się też składane wanienki z takim wkładem do środka ale… póki co mamy od koleżanki wiaderko. Zestaw płynów do kąpieli i emolientów po kąpieli – od pierwszego dnia życia dziecka (serio, wykorzystałam mu całą butelkę płynu do wanny sama (nie na raz, może blond jest, ale czujny mąż również 😉 ), bo miałam suchą skórę i po sprawdzeniu na sobie, stwierdzam z czystym sumieniem – te płyny są o wiele fajniejsze od tych pachnideł „rozluźniająco-aromatyzujących do kąpieli” – w sensie dla dorosłych.

Nie ma tylko imienia. 9 miesiąc. Za chwilę poród, a u nas dywagacje, jak w pierwszych miesiącach – że może lepiej tak, albo siak, albo może w ogóle inaczej… i wtedy mój Jaś stwierdza z przekonaniem „I tak będą na niego wołać KUROŃ, bez względu na to jakie imię dostanie”. Pocieszające, poniekąd…

Jest też panika. Stres. Czy będzie dobrze? Musi być, prawda? I taka ciekawość lekka… kto to będzie? Bo, że będzie podobny do Jasia to podświadomie wiem… i że będzie kochany też wiem. I tak po tych 9 miesiącach cieszę się ogromnie, że wytrzymał ze mną, bo ja nie jestem łatwym egzemplarzem. Musi zatem, że po ojcu swoim jest cierpliwy… I oby po tym ojcu był również dobrym człowiekiem, obyśmy go nigdy nie zepsuli.

A tytuł tak sobie dałam w nawiązaniu do obrazka, który znalazłam w Internetach:

www.piktografiki.com

www.piktografiki.com

 

Dodaj komentarz