Kuroniowa

Zła matka.

Grudzień 13, 2016

Dopóki nie było Ignasia planowałam, że będę matką idealną. Przeczytałam tony książek, przyswoiłam ogrom informacji i wiedziałam, jakich błędów na pewno nie chcę popełniać.

Ach! Jakże moje życie zweryfikował płacz, jęczenie i marudzenie dziecka w zderzeniu z moim zmęczeniem i brakiem niezależności. Tak. Zostałam ZŁĄ MATKĄ.

Moje wizje związane z zabawkami, czasem wolnym, spacerami (o tak, planowałam  codzienne spacery po min.2h…mwahahah!), czystym domem, różnorodnymi posiłkami i do tego ułożonym włosem i pomalowanym paznokciem… cóż wszystko huknęło elegancko. I nawet nie jest mi tego szkoda, bo zmęczenie raczej kieruje energię na mruganie, a nie na żal czy smutek.

Zabawki – miały być edukacyjne, rozwojowe i TYLKO drewniane. Sama trzymałam się tej wizji dość długo. Do momentu, aż nie okazało się, że brzęczące, świecące i ruszające się zabawki dają mi czas na siku. No cóż. Uznałam wyższość technologii i potrzeb fizjologicznych. Nadal te brzęczoły trzymam jako „ostatni ratunek”, a Ignasia uczę, aby bawił się zabawkami z drewna (uwielbiam naszą kuchenkę  do zabawy) ale serio, nie mam wyrzutów sumienia, gdy potrzebuję iść w ustronne miejsce sama, bez ogona. Wtedy słyszę tylko „Baw się razem ze swoimi przyjaciółmi!” i mam w sobie zen na te kilka minut.

czas wolny – hahahaha, że co? To miał być zapewne ten czas, kiedy Ignacy zaśnie, albo wyjdzie na spacer z ojcem. Jak śpi, to ja pracuję, albo piszę bloga… a w ciągu dnia pospolicie sprzątam, ogarniam i gotuję. Czuję się wypoczęta za całe wojsko. Wojsko matek.

Spacery – wózek mam najlepszy na świecie, kocham go miłością wielką i gdyby nie to, że jest taki cudowny to pewnie ochota na wyjścia (ubierz dziecko, uspokój jego wycie, zdejmij swój płaszcz i wytrzyj pot z szyi oraz czoła, złap syna w okolicy wyspy kuchennej… wróć na sofę i wyczuj kupę – ona prawie ZAWSZE pojawia się przed wyjściem na spacer, chyba ten młody człowiek robi to specjalnie!! – zdejmij dziecku buty, czapkę i kombinezon, dokop się do pieluszki.. wymień co trzeba, pamiętając aby utylizować kupę uwielbianą przez jednego z psów (nie skomentuję tego…). Ubierz dziecko, zarzuć na siebie cokolwiek i leć do wózka… Wyjdź na spacer cała mokra, a po kilkunastu minutach uświadom sobie, że nie wzięłaś picia, a dziecko uznało, że będzie się darło. Wróć udając, że to wcale nie Twoje dziecko się drze, weź picie i idź na spacer. Zdaj sobie sprawę, że uciekł ci jeden z psów. Próbuj go wołać SZEPTEM, bo dziecko przysypia (mając gdzieś picie po dwóch łykach). Przypomnij sobie, że nie wzięłaś płaszcza tylko jesteś w samym swetrze. Wróć, usiądź na progu i miej wszystko gdzieś.

Czysty dom – aspirowałam, nie powiem. Miałam nawet pewne sukcesy. Mamy idealnie białą kuchnię, w której widać każdą kropeczkę sosu pomidorowego oraz pięknie czarno-szarą łazienkę, gdzie widać każdą kropeczkę pasty do zębów. Czyściłam kompulsywnie wszystko. Do momentu, aż padłam. Nadal czyszczę, bo bym zwariowała (a to, że widać brud cenię sobie ponad wszystko – teorie „lepiej zrób to w innym kolorze, bo NIE BĘDZIE WIDAĆ BRUDU (!!) mnie przerażają. Przecież on tam nadal będzie!!). Moim malutkim sukcesem jest odkurzacz, który sam jeździ i czyści podłogi i wykładziny, a ja w tym czasie mogę z czystym sumieniem polecieć po szafkach i kafelkach w łazience. Kocham! Powerbot z zaawansowanym systemem nawigacji… Boziu, ja nawet jak się wyśpię to nie jestem „z zaawansowanym systemem czegokolwiek” obecnie.

Różnorodne posiłki – dla dziecka daję radę! Piekę też bardzo dużo 🙂 tylko chowam to sobie, bo to nie czas na „Kuroniową na słodko”. Teraz jest „Matka Polka Kuroniowa”, która przeanalizowała zalecenia WHO, przeszła konsultacje z dietetykami dla dzieci i szaleje z takim urządzonkiem, które pozwala na zrobienie wszystkiego na parze, zmiksowanie, odgrzanie i jeszcze czyści się w 2 minuty. Jak ja doceniam takie usprawnienia teraz. Jak mi się parują warzywka, zbieram rozrzucone po podłodze w kuchni zabawki, sadzam Ignasia w krzesełku i spokojnie ogarniam jego miseczkę. Moje posiłki to już zupełnie inna kategoria. Dopóki mąż je zrobi, jest super. Jednak z założeniem – nie będę jadła po nocy leżę i kwiczę. Zawsze, jak Ignacy zaśnie ogarnia mnie WIELKI GŁÓD i muszę coś zjeść. No muszę i już. Należy mi się choć malusia nagroda za cały dzień bycia dzielną…

Włosy, paznokcie, kosmetyczka i takie tam – serio… bardzo się staram. Raz na 2-3 tygodnie wyrywam się na chwilę, żeby jednak coś ktoś mi zrobił i żebym piękna i zrelaksowana wróciła do domu, w którym zabawki porozrzucane są jak po wybuchu bomby zabawkowej… Staram się. To jest najlepsze określenie.

 

Nie jestem matką idealną. Tak bardzo daleko mi do tego, co widziałam oczami wyobraźni przez całą ciążę… i serio, momentami jest mi cholernie smutno, źle a zmęczenie gryzie mnie gdzie tylko. Wtedy siadam ze ściśniętym gardłem, patrzę w górę i mówię „Dziękuję Ci Boże za to, że mam zdrowego synka!” i wszystko, co złe znika. Przynajmniej do momentu zbierania zabawek z przedpokoju…

4 komentarze

  1. Małgorzata Szymańska

    Grudzień 13, 2016 at 11:40 pm

    Obecnie to moje czwarte. Starszaki już stere (najmłodsza 12 lat, a jeszcze chłopaki 18 i 20,5)
    I co z tego że „doświadczona”. Poczytałam, postanowiłam, a życie swoje.
    Nie ma idealnej mamy, choć nasze maluchy (Dawid ma 7 m-cy) tak nas widzą, bo starsze już zdążyły nanieść zmaczne poprawki na taki „idealny” portret.
    Idealna może bym była, ale …. ech życie
    I tylko Bogu dziękuję za tyle super-sprzętów gadżetów/pomocników.
    A jak już brak sił na cokolwiek i rycze (bo do ideału mam laya świetlne, bo kto mnie rozumie, bo …) Dawid sie uśmiecha, „zagada” po swojemu i słońce wychyla się i lepiej.
    Powodzenia
    Gośka Szy

  2. Domowa Księgarnia

    Grudzień 14, 2016 at 12:45 am

    Aj,moja przepona.Jakbym o sobie czytała 😀 Dla pocieszenia dodam ,że po drugich urodzinach będzie z górki 😉

  3. helena Ponikwia

    Grudzień 14, 2016 at 11:42 am

    Anetko, po wnikliwym przeczytaniu tego co napisałaś, stwierdzam, że jesteś MATKĄ IDEALNĄ i 100%.

  4. Aleksandra Mordal

    Grudzień 14, 2016 at 4:51 pm

    Przy pierwszym dziecku też miałam wizję siebie jako matki idealnej 🙂 . No komu jak komu , ale mnie się uda na pewno 😉 No nie udało się … Przy drugim wiedziałam , gdzie popełniłam błędy , byłam pewna , że tym razem ich uniknę … Hmmm , znowu porażka . Trzy miesiące temu urodziłam trzecią córeczkę – szkoda mi już czasu na walkę z wiatrakami , chłonę każdą chwilę z malutką , obowiązki ( przynajmniej niektóre ) poczekają 🙂 … Jedno już wiem na pewno – dzieci tak szybko rosną , że żal każdej chwili … A na pewno lepiej zapamiętają np. wspólne pieczenie pierniczków niż to , jak potem długo doczyszczałyśmy kuchnię 😉 A kuchnię też mam białą 😀 Pozdrawiam

Dodaj komentarz